Każdy powód jest dobry…

Dróg i motywacji do biegania jest tyle ilu biegaczy. 8 lat temu, po raz pierwszy poszliśmy z kolegą pobiegać w lesie Młochowskim. On, 35-latek, chciał schudnąć a ja o dziesięć lat starszy stwierdziłem, że jakakolwiek regularna aktywność fizyczna nie zaszkodzi 🙂. Przez pierwsze kilka tygodni „pobiegać” znaczyło 500m biegu i tyle samo lub więcej marszu. Dzień, w którym udało nam się przebiec bez zatrzymywania 5 km był jak wejście na Mount Blanc. Byliśmy autentycznie dumni. Ale nie sposób porównać tego uczucia do euforii i wzruszenia w dniu, w którym przebiegliśmy bez odpoczynku magiczną wtedy „dychę”. Uścisnęliśmy sobie dłonie jak pierwsi zdobywcy Everestu, zimą. Zajęło nam to nieco ponad godzinę. Wtedy też zapadła ważna decyzja. Przygotowujemy się do maratonu. Rok później przebiegliśmy 42,192 km w Warszawie. Tak się zaczęło u nas. A jakie wy macie wspomnienia z pierwszych tygodni biegania? Napiszcie na adres bieg@ptb-podkowa.pl. Najlepsze historie nagrodzimy. 

Podziel się